Blankaholm – miejscowość, która postanowiła przetrwać

Tekst opublikowany w numerze 8/2014 miesięcznika „Żagle”

Blankaholm (N57º35,4′ – E016º31,6′) leży na szwedzkim wybrzeżu Bałtyku, mniej więcej pośrodku między portowymi miastami Oskarshamn i Vastervik, 15 mil morskich powyżej północnego przylądka Olandii. To gdzieś tu przebiega umowna granica między archipelagami Misterhult (ciągnący się na południe, ku Oskarshamn) i Tjust (na północ, aż za Västervik, do Västermalviken). W rzeczywistości nie sposób poznać gdzie jeden archipelag się kończy, a drugi zaczyna – jesteśmy po prostu wśród tysięcy rozrzuconych wysp i skał, wrzynających się w ląd zatok i półwyspów.

Dobrze oznakowany tor ku Blankaholm oddziela się od kluczącego w szkierach głównego szlaku turystycznego, którym kawalkady jachtów suną z cieśniny Kalmarsund do Sztokholmu i z powrotem. Najpierw wciska się w wąską, dwumilowej długości cieśninę między wysokim, zalesionymi brzegami wysp Hunö i Skavdö, po czym wyprowadza nas na otwarte wody rozległego fjordu Gåstfjärden. Fjord ma kształt nieregularnej gwiazdy, z szeroką na 2 mile częścią centralną i długimi ramionami, wrzynającymi się w ląd nawet na kolejne 5 mil. Wody Gåstfjärden należą do najgłębszych, osłoniętych akwenów w okolicy (maksymalne głębokości przekraczają 50 m) i są wykorzystywane do ćwiczeń nurków szwedzkiej marynarki wojennej.
Miejscowość Blankaholm ukryta jest za grupą wysp w zatoce po przeciwnej stronie Gåstfjärden. Wiadomość wysłana stąd do Polski, zawierająca współrzędne geograficzne miejsca postoju, prowokuje zdumioną reakcję: „ale przecież to jest w głębi lądu”. Rzeczywiście – od nakreślonej na mapach o małej skali linii wybrzeża Bałtyku dzieli nas ponad 20 km!

Okolice Blankaholm w przeszłości miały duże znaczenie przemysłowe. W XVIII i XIX w. w pobliskim Solstadström mieściła się kopalnia rudy miedzi. Pod koniec XIX w. Blankaholm powstał największy i najnowocześniejszy w całej Szwecji tartak, funkcjonujący do 1979 r. Pamiątką po obróbce drewna są zalegające do dziś w niektórych zatokach Gåstfjärden stosy drewnianych bali.
Lata 70-te XX w. w Szwecji to okres, gdy prosperujące nadbrzeżne i wyspiarskie osady pustoszały. Zamykano lokalne zakłady przemysłowe, transport wodny tracił znaczenie na rzecz połączeń drogowych, a dochody z rybołówstwa przestały starczać na utrzymanie rodzin. Większość z podupadłych w tamtych latach miejscowości nie ma dziś stałych mieszkańców, a stare domostwa pełnią jedynie rolę sezonowo zamieszkanych daczy.
Inaczej mimo zamknięcia tartaku potoczyły się losy Blankaholm. Dzięki staraniom lokalnej społeczności miejscowość przetrwała. We wsi jest hotel, dwie restauracje i sklep. Przez wiele lat funkcjonowała szkoła. Została ona przed kilku laty zamknięta, ale działa przedszkole, a liczba uczęszczających do niego dzieci stwarza nadzieję, że szkoła wznowi działalność już wkrótce. Na stałe mieszka tu około 200 osób.
W lecie życie w Blankaholm koncentruje się oczywiście wokół przystani. U nasady najdłuższego drewnianego pomostu (Längsta bryggan), ponad wodą, na palach, do niedawna stał obszerny budynek dawnej sortowni drewna (Brygghuset). Mieściło się tam zaplecze przystani, informacja turystyczna, świetlica, kafejka internetowa, w której prowadzono też kursy komputerowe, bar, kiosk — było to miejsce spotkań latem i zimą. Niestety w maju 2012 roku budynek doszczętnie spłonął w pożarze wywołanym spięciem instalacji elektrycznej. Na pytanie jakie funkcje pełnił Brygghuset słyszę odpowiedź: „wszystkie” – jego utrata musiała być ciężkim ciosem dla mieszkańców Blankaholm. Dziś przypominają o nim tylko nowe deski fragmentu pomostu oraz sterczące z wody stalowe pale.
Miejsca dla jachtów gości znajdują się przy Längsta bryggan. Stacjonuje tu też mały pasażerski motorowiec M/S Blanka, regularnie kursujący po okolicznych szkierach. Kilkadziesiąt rezydenckich jednostek cumuje przy sąsiednich, krótszych pomostach. Na północnym brzegu zatoki widać betonowe nabrzeże, ze stacjonarnym dźwigiem, żurawiem masztowym, hangarem i wiatą pod którą przechowywane są zimą jachty. To do tego nabrzeża jeszcze 40 lat temu dobijały przypływające po drewno statki o wyporności do 10 tys. ton.
Jednodniowy postój w sezonie 2014 kosztuje 140 SEK (podrożało o 20 SEK od poprzedniego lata), 40 SEK trzeba dopłacić za podłączenie do prądu, a prysznicowy automat połknie 5 SEK. Od bosmana, który pojawił się pod wieczór, by zebrać opłaty od cumujących jachtów, dowiaduję się, że w kończącym się już sezonie przystań odwiedziło ponad 20 polskich jachtów. Pod nieobecność bosmana różne ważne informacje (np. kod do pryszniców) uzyskać można w kiosku z lodami.
Tuż przy pomostach znajdziemy też kilka domków kempingowych, parking z podłączeniami do prądu, miejsce na grill oraz jedną z restauracji. Jest również umieszczona na świeżym powietrzu łaźnia z wielką drewnianą kadzią – wanną, sauna na tratwie, kort tenisowy i mini-golf. Można wynająć kajak lub kanadyjkę. Sklep, hotel i druga restauracja, mieszczące się w okazałych ciemno-czerwonych, drewnianych budynkach, oraz przystanek autobusowy oddalone są o 200 metrów od przystani.
Warto tu przypłynąć. Warto porozmawiać z tubylcami, poczuć atmosferę tego niezwykłego miejsca. Jeśli czas pozwala, zagłębmy się w okoliczne zatoki Gåstfjärden. W wielu znajdziemy dogodne, doskonale osłonięte miejsca na postój. Sądzę że na rejs, którego celem byłoby poznanie Blankaholm oraz spenetrowanie tutejszych zatok, wysp i półwyspów, można bez znudzenia poświęcić niejeden tydzień.

Strona przystani Blankaholm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie chcemy spamu. Proszę cyframi uzupełnić działanie matematyczne. * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.