Zimowanie jachtu — plandeka

Co roku, we wrześniu, październiku, czy listopadzie, przychodzi czas by wyciągnąć łódkę z wody i przygotować ją do zimowania. Większość jachtów okres mrozów, deszczów i zawieruch spędzi na otwartym powietrzu, pod plandeką. Właściwie dobrana, solidna i dobrze założona plandeka, ochroni jacht przed wilgocią, brudem, na pół roku wyłączy niszczący ultrafiolet, a właścicielowi łódki pozwoli spokojnie spędzić zimowe miesiące na planowaniu rejsów, zamiast na nerwowych wycieczkach do miejsca zimowania jachtu i trudnych korektach przykrycia. Zimą, poprawienie źle założonej plandeki może być niemożliwe — wyobraźmy sobie często spotykaną sytuację, autorowi tego tekstu znaną z własnego doświadczenia, gdy w kokpicie, zamiast chroniącego go namiotu, uformowała się balia wypełniona hektolitrami lodu, słupki relingów wyrwały kilkanaście dziur w zakupionym jesienią drogim materiale przykrycia, liny są sztywne od mrozu, targane wiatrem resztki metalowych remizek co chwila z trzaskiem tłuką o jeszcze niedawno błyszczący żelkot burt, a dostęp do jachtu utrudniają inne, stojące tuż obok, gęsto upakowane kadłuby.

Właściwe zabezpieczenie łódki zapewni oczywiście solidna plandeka uszyta na wymiar przez fachowców, zainstalowana na profesjonalnie wykonanym stelażu. Koszt takiej instalacji to jednak grube tysiące złotych. Przedstawiam inny, wypraktykowany przez lata, prosty, relatywnie tani i skuteczny sposób okrycia łódki. Sposób sprawdza się doskonale przy zimowaniu z położonym masztem. Rozwiązanie można również zaadaptować do sytuacji, gdy maszt pozostawiamy na zimę w pozycji pionowej, kosztem jednak niezawodności i szczelności okrycia.

Pierwszy krok, to wybór odpowiedniej plandeki. Nie ma potrzeby silić się na zamawianie plandeki o wymyślnych kształtach — wystarczy prostokątna. Powinna mieć długość o około 20% większą niż całkowita długość jachtu. Jej szerokość powinna być taka, by narzucona na stojący na łożu kadłub i zbudowany na pokładzie stelaż, z obu stron jachtu zwieszała się prawie do ziemi. Dla jachtu typu Albin Vega (długość 8,25 m, szerokość 2,5 m, zanurzenie 1,17 m), lub podobnego, idealna będzie plandeka o wymiarach 8 na 10 m. Jeśli chodzi o grubość plandeki, to w zasadzie, z punktu widzenia trwałości i jakości okrycia — im grubsza tym lepsza. Kusi więc zastosowanie materiałów stosowanych na naczepach samochodów ciężarowych. Są one jednak zbyt ciężkie i również drogie. Ich gramatura to ok. 700 g/m2, a więc plandeka o wymiarach 8×10 m ważyć będzie ponad 50 kg. Życzę powodzenia przy wciąganiu takiej płachty na ustawiony na lądzie kilowy jacht, z pokładem znajdującym się ponad 2 metry nad ziemią! Do naszych celów wystarczający będzie tańszy materiał o gramaturze 250–300 g/m2.  Odpowiednią  gotową plandekę na pewno znajdziemy po krótkim googlaniu, w cenie ok. 300 zł (dla Albin Vegi). Plandeka o gramaturze 300 g/mna moim jachcie służy już ponad 10 zimowych sezonów.

Plandeka musi być rozpostarta na stelażu. Stelaż ma umożliwiać swobodny przepływ powietrza między plandeką, a jachtem. Zabezpiecza też plandekę przed przetarciem przez wystające z pokładu elementy (przede wszystkim słupki relingu), uniemożliwia tworzenie się zagłębień na plandece, w których mogłaby gromadzić się woda, oraz zapewnia dostęp do kokpitu i kabiny w czasie zimowania.

Co roku, po wyjęciu łódki z wody, na pokładzie ustawiam prosty, ale solidny stelaż, doraźnie montowany z powszechnie dostępnych elementów. Szczegóły konstrukcji widać na zamieszczonych wyżej zdjęciach. Na początek, potrzebny będzie długi pałąk, stanowiący podłużną oś konstrukcji, rozciągnięty od dziobu do rufy. Narzucający się pomysł, by wykorzystać do tego celu maszt, nie jest dobry. Maszt przecież też zasługuje na zimową ochronę — nie powinien być narażony na porysowanie przez szarpany wiatrem materiał i na wilgoć związaną z bezpośrednim kontaktem z okryciem. Maszt jest też zbyt ciężki, by wygodnie i bezpiecznie umieścić go na odpowiedniej wysokości nad pokładem, a jego stosunkowo duży przekrój utrudnia zamontowanie poprzecznych elementów stelaża. W roli centralnego pałąka doskonale sprawdza się natomiast wiązka parometrowych odcinków bambusa, łączonych na zakładkę za pomocą zwykłej „szarej” taśmy klejącej. Potrzebne kije bambusowe można  kupić w każdym większym sklepie ogrodniczym. Wykorzystywany przeze mnie pałąk powstał z około 20 kawałków bambusa o centymetrowej średnicy, połączonych w wiązkę o poczwórnej grubości. W sezonie letnim, pałąk taki można rozłożyć na łatwe do przechowania elementy składowe.

W środkowej części jachtu bambusowy pałąk podtrzymywany jest przez deski oparte ukosem na pokładzie. Na dziobie pałąk opiera się na desce umieszczonej na koszu dziobowym. Maszt znajduje swoje miejsce nad pokładem, pod pałąkiem, i podparty jest w czterech punktach. Wystający z rufy i wzniesiony do góry top masztu tworzy rufowy wspornik pałąka. Odpowiednią wypukłość stelaża oraz jego sztywność zapewniają wygięte w łuk odcinki plastikowej rury o średnicy 25 mm, stosowanej w instalacjach wodociągowych do zimnej wody. Rurę taką kupimy na metry w każdym markecie budowlanym, a transportować i przechowywać ją można w postaci zwoju o średnicy mniejszej niż 1m.

Całość konstrukcji jest łączona oraz mocowana do pokładu i relingów za pomocą plastikowych opasek zaciskowych (tzw. trytki) oraz w niektórych miejscach — sznurkiem. Sznurek rozciągnięty jest też pomiędzy poprzecznym rurami, wzdłuż kadłuba, dodatkowo usztywniając konstrukcję i zapobiegając tworzeniu się zagłębień w plandece.

Plandeka po rozciągnięciu jej na stelażu musi być oczywiście solidnie przywiązana do kadłuba oraz znajdującego się pod nim łoża. Rozmieszczone na krawędziach plandeki remizki nie są najczęściej wystarczająco trwałe, by przetrwać szarpnięcia spowodowane silnymi podmuchami wiatru. Podstawową rolę w utrzymaniu plandeki przez całą zimę we właściwym miejscu pełnią liny maksymalnie mocno opasujące kadłub wraz z całą plandeką, dociskające plandekę do burt. Na dziobie opasująca lina przechodzi przez zwieszoną z kosza dziobowego krótką pętlę, a na rufie, ponad mocowaniami drabinki do rufy — opaska nie może więc zsunąć się po burtach w dół. Ważne jest, by opasujące kadłub liny były rzeczywiście mocno napięte. Jeżeli na obu końcach liny obejmującej dziób i sięgającej przed naciągnięciem mniej więcej do połowy długości burt zawiążemy pętle, to wkładając w te pętle odcinki lin dowiązanych do drabinki rufowej, otrzymamy po obu stronach linowe bloki ruchome, umożliwiające bardzo mocne napięcie opaski.

Przed założeniem opaski, przez remizki zwieszającej się z dziobu przedniej krawędzi plandeki przeplatamy i mocno ściągamy linkę, powodując dociśnięcie plandeki do dziobu i dziobowej części dna. Należy zadbać, by w górnej części plandeki pozostał otwór, umożliwiający swobodny przepływ powietrza nad pokładem. Remizki na bocznych krawędziach plandeki przywiązujemy do łoża. Na rufie, podobnie jak na dziobie, luźno zwieszające się narożniki plandeki ściągamy remizkami, dociskając je do dolnej części kadłuba. Nad rufą pozostawiamy szeroki otwór.

Opisany sposób zakładania plandeki jest efektem doświadczeń zebranych przez kilka kolejnych zimowań. Stopniowo był udoskonalany. Zmontowanie stelaża, z użyciem elementów wykorzystanych w poprzednich sezonach, oraz naciągnięcie i umocowanie plandeki, dwóm osobom zajmuje pół dnia.

Przez ostatnie trzy zimy, plandeka nie wymagała żadnych poprawek i przed zdjęciem w kwietniu chroniła jacht tak samo dobrze, jak zaraz po założeniu, na początku października. Na pokładzie pod plandeką, w kokpicie i w kabinie przez całą zimę było zupełnie sucho. Oby, odpukać, tak było również w tym roku i w następnych latach!

Zapraszam do komentowania i dzielenia się własnymi doświadczeniami!

2 odpowiedzi do artykułu “Zimowanie jachtu — plandeka

  1. Krzysiek

    A ja mam pytanie.Na czym najlepiej ustawić jacht ,żeby nie odkształciło się dno.
    Jest bardzo dużo tematów na temat okrywania jachtów,i ich zabezpieczaniu przed szkodliwymi warunkami atmosferycznymi ale nie znalazłem w jaki sposób ustawić jacht do zimowania i na czym go ustawić,ponieważ wiem że przyczepa nie jest dobrym rozwiązaniem do pozostawienia na niej jachtu na całą zimę.

    1. Marcin PalaczMarcin Palacz Autor

      Myślę, że zależy to od jachtu.
      W przypadku Albin Vegi, jacht powinien całym ciężarem stać na kilu. Łapy łoża jedynie podtrzymują kadłub z boku, zabezpieczają przed wywróceniem.

      Sądzę, że przyczepa, dostosowana do danego kadłuba, doskonale nadaje się do ustawienia jachtu na zimę. Jeśli nie podpiera jachtu tam, gdzie potrzeba, to nie nadaje się również do transportu — w czasie jazdy naprężenia są większe niż na postoju. Warto tylko podeprzeć przyczepę drewnem lub metalowymi podpórkami, tak by ciężar nie opierał się na kołach. Rozważyłbym też po prostu zdjęcie kół.

      Marcin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie chcemy spamu. Proszę cyframi uzupełnić działanie matematyczne. * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.